Blog o mnie, moich myślach, czasem rozsądnych, częściej nieuczesanych...
RSS
piątek, 12 marca 2010

Znalazłem dziś w sieci myśl, która wzbudziła tyle emocji, że postanowiłem się nią podzielić. Autorem jej jest niejaki "~Czarny Frank".

A pod sercem matki bije serce mniejsze,
po cichu, bo nie wie,
czy miłość dostanie czy śmierć.

11:20, adziegielewski
Link Komentarze (2) »
niedziela, 28 grudnia 2008

 Święta święta i po świętach. Jakoś zewnątrznie ciężko je było odczuć choćby przez brak śniegu i ogólną szarość za oknem. Na szczęście wewnętrznie i rodzinnie mogę zaliczyć tegoroczne Boże Narodzenie do jednych z najlepszych.
Może dlatego, że w porównaniu z okresem przedświątecznym - były zdecydowanie czasem odpoczynku fizycznego i psychicznego. Może dlatego, że były pierwszymi świętami w nowym, własnym domu.
Święta to magiczny czas... Już w czasie pędu przygotowań stajemy się bliżsi, milsi, nawet dla obcych ludzi w sklepie, na ulicy... Uśmiechamy się życząc "Wesołych Świąt"...
Szkoda tylko, że ta magia trwa tylko przez kilka dni w roku.  

Tuż przed świętami odbierając życzenia przesłane przez znajomych na portalu nasza-klasa zauważyłem w wielu galeriach obrazek - manifest o treści:
"Życzenia? Nie dziękuję. Nie jestem katolikiem."
Przyznam szczerze, że nie bardzo rozumiem owych manifestujących.
Nie są katolikami, czy nawet chrześcijanami - ok... Ale cóż złego w życzeniach? Myślę, że w dobie wszechobecnego konsumpcjonizmu, znieczulicy czy indywidualizmu ale tego podszytego egoizmem, trzeba wykorzystywać każdą okazję do okazywania sobie serdeczności.

Wiem wiem, zaraz odezwą się głosy malkontentów dla których życzenia wysyłane smsem czy emailem nie są życzeniami szczerymi a jedynie bezsensowną "masówką". A ja widzę to inaczej - nawet jeśli życzę smsem, to wybierając osobę z listy konaktów jestem świadom swojego wyboru. A jesli jestem świadom, to wiem co i komu życzę, czyli życzę szczerze...
Świat pędzi do przodu i trzeba się do niego dostosować... 

14:48, adziegielewski
Link Dodaj komentarz »
środa, 26 listopada 2008

Dziś dla odmiany dwa zdjęcia zrobione z okna gabinetu na dowód, że żyjemy bliżej natury. Codziennie około godziny 9:00 przed południem zlatują do naszego ogrodu różne ciekawe ptaki w poszukiwaniu czegoś do jedzenia. 

Na pierwszym - SÓJKA (Garrulus glandarius) - para sójek jest stałym bywalcem naszego ogrodu:

  Sójka

 

Na drugim - DZIĘCIOŁ DUŻY (Dendrocopos major) - na razie widziałem go tylko 3 razy...:

Dzięcioł duży

10:40, adziegielewski
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 25 listopada 2008

 Dzisiejszą notkę piszę w ramach odpowiedzi na komentarze pod poprzednim wpisem i wyniku kilku przemyśleń, na które miałem czas z powodu mojej choroby.

Tak się składa, że moje poglądy na ekologię do tej pory były dosyć mocno spolaryzowane. W większości to zasługa mojej żony, która uczuliła mnie na pewne aspekty. Decyzja o zamieszkaniu w domu za miastem również podszyta była ideami życia bliżej natury i w zgodzie z nią oraz dążenia do pewnej samowystarczalności. I to - myślę - jest kluczem do zdrowego rozumienia problemu.

"Nowa wiedza" może dlatego jest druzgocąca, że nie mam na pewne sprawy wpływu. Kesz, odkąd został wynaleziony, zawsze znajdował nienajlepsze zastosowanie. Jego negatywny wpływ na naukę jest jednak niedopuszczalny.
Nauka na służbie przemysłowi (idea jak najbardziej słuszna) okazała się w tym wypadku źródłem "naukowej" prostytucji.

W tej sytuacji pozostaje chyba tylko wzruszyć ramionami i zająć się swoim ekologicznym poletkiem "bliżej natury" - przynajmniej do czasu, kiedy mój głos pozostaje bez wpływu na globalny bieg zdarzeń...

11:29, adziegielewski
Link Komentarze (5) »
piątek, 21 listopada 2008

 Jakiś czas temu wysłuchałem w Trójce audycji z udziałem prof. Jaworowskiego, który twierdził, że informacje o dziurze ozonowej, wpływie działalności człowieka przez produkcję dwutlenku węgla na globalne ocieplenie są wyssane z palca.
Odniosłem wrażenie, że redaktor prowadzący audycję, podobnie jak ja, ma tego człowieka za - delikatnie mówiąc - "kosmitę".

Nie dalej jak wczoraj zakończyła się konferencja naukowa "Humanistyczne aspekty techniki", w której aktywnie uczestniczyłem. Wiedza, którą posiadłem w wyniku wysłuchanych referatów, jak i rozmów kuluarowych wytrąciła z równowagi moje nie tak dawno odzyskane poczucie spokoju i stabilizacji.

Okazuje się, że tezy przedstawione przez wspomnianego trójkowego gościa są jak najbardziej prawdziwe. Dziura ozonowa, która ma stanowić takie ogromne zagrożenie, a spowodowana m.in. stosowaniem freonów, tak naprawdę istnieje w niezmienionej formie od tysięcy lat nad Antarktydą. Prawdopodobnym sprawcą całego pseudonaukowego zamieszania była firma, której właśnie wygasał patent na freony i musiała by go uwolnić dla innych potencjalnych producentów.
Mało tego - poparte autorytetemi naukowymi - legło w gruzach wiele innych pseudonaukowych mitów dotyczących ogólnie pojętej "ekologii".

Podsumowując - żyjemy w matrixie kreowanym przez media karmione dużą kasę płynącą do kieszeni pseudonaukowców.

Pozostaję w stanie zdruzgotania intelektualnego. Myślę, że nie szybko uda mi się ochłonąć.

17:54, adziegielewski
Link Komentarze (4) »
wtorek, 18 listopada 2008

 Nie wiem czemu, ale mieszkanie w domu za miastem nieodłącznie kojarzy mi się ze zwierzętami.
Z tego właśnie powodu 6 tygodni temu zamieszkał z nami kot, a w zasadzie kotka. Jak na sierściucha przystało kotka nie daje się zamknąć w żadne ramy wychowacze. Parę razy znaleźliśmy ją nawet śpiącą w terrarium u żółwia. Czarę goryczy przelało uaktywnienie się mojej alergii na sierść i Miłka, w sumie z pożytkiem dla niej i dla nas, wylądowała w piwnicy przy piecu, skąd przynajmniej ma swobodę buszowania po działce. O jej dobrym samopoczuciu może chyba świadczyć fakt, że ostatnio upolowała sikorkę, którą nie omieszkała się pochwalić wszystkim domownikom.

W minioną sobotę do naszego "zwierzyńca" dołączył pies - Clifford (ciekawe czemu takie imię wymyśliła córa ;) ...) No i od soboty mamy ubaw po pachy z obserwowania wzajemnych relacji czworonogów.
Szczeniak ponieważ jest jeszcze mały (2 miesiące) zamieszkał na "przypiecku" razem z kotem. Sierściuch odnosi się z bardzo dużo rezerwą do nowego lokatora. Pierwszego dnia nie omieszkał parę razy dać mu po głowie i to nawet bez specjalnego powodu (profilaktycznie?). Nie dał mu się zbliżyć do swojego koszyka sycząc, prychając i pokazując pazury. Obrażony na cały świat noc spędził w garażu na stole między narzędziami.

Wczoraj w ciągu dnia parę razy musiało się dojść do "zwarcia", bo posłania obu i drewno na rozpałkę były totalnie zdemolowane. Na szczęście dokładne oględziny obojga nie wykazały żadnych obrażeń.
Za to dziś kot pozwolił Cliffordowi na wspólne jedzenie z jednej miski (szczeniak wychodzi z założenia, że w drugiej misce musi być lepsze). Dopiero jak ten próbował "przejąć kontrolę" nad całością włażąc w miskę, został delikatnie, acz stanowczo potraktowany "nieuzbrojoną" łapą i głośnym prychnięciem.

Mam niedoparte wrażenie, że z czasem Miłka i Clifford zawiążą solidną komitywę w walce o swoje prawa (micha i zabawa).

11:10, adziegielewski
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 13 listopada 2008

Dłuugo się nie odzywałem... ale sporo się działo w moim życiu asymptotycznie dążąc do obecnego stanu. 

Przez wakacje remontowałem dom i zwiedziłem kawałek świata. A teraz mam swój własny, prywatny grajdołek za miastem, w którym mógłbym się zaszyć na dłuższy czas dla fizycznej i psychicznej regeneracji. W końcu czuję się spełniony: mam kochającą żonę, dom, dwójkę wspaniałych dzieci, posadziłem już kilka drzewek, a kolejne czekają na wiosnę.

Ach jak ja uwielbiam ten stan. Aż boję się, żeby nie popaść błogie "nicnierobienie" co może skończyć się bardzo źle.

Pozdrawiam wszystkich zaglądających tu i obiecuję, że od dziś notki będą pojawiać się częściej.

16:20, adziegielewski
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 21 kwietnia 2008

 "Był sobie raz mały chłopiec, który bardzo chciał spotkać Boga.
Dobrze wiedział, że do miejsca, gdzie mieszka Bóg, prowadzi długa droga, zapakował więc do swojej walizeczki sporo herbatników, sześć butelek napoju korzennego i ruszył w drogę.
Kiedy przeszedł jakieś trzy skrzyżowania, spotkał starą kobietę.
Staruszka siedziała sobie w parku i obserwowała gołębie.
Chłopiec usiadł obok niej i otworzył walizkę.
Już miał pociągnąć spory łyk napoju, gdy spostrzegł, że staruszka wygląda na głodną, więc poczęstował ją herbatnikiem.
Kobieta przyjęła go z wdzięcznością i uśmiechnęła się do chłopca.
Jej uśmiech był tak piękny, że chłopiec chciał go ujrzeć jeszcze raz, więc zaproponował jej butelkę napoju.
Staruszka uśmiechnęła się ponownie, a chłopczyk był zachwycony!
Siedzieli tak przez całe popołudnie, jedząc i uśmiechając się do siebie, choć nie padło ani jedno słowo.
Kiedy zaczął zapadać zmrok, chłopiec poczuł, że jest bardzo zmęczony, i podniósł się z ławki z zamiarem odejścia.
Nie zdążył jednak zrobić więcej niż kilka kroków, gdy nagle odwrócił się, podbiegł do staruszki i uściskał ją, a ona obdarzyła go swoim najpiękniejszym uśmiechem.
Gdy chłopiec przekroczył próg swojego domu, jego matkę zdziwił wyraz szczególnej radości malujący się na twarzy dziecka.
- Co takiego dziś robiłeś, że jesteś taki szczęśliwy? - spytała.
- Jadłem lunch z Bogiem - odpowiedział i zanim zdążyła zareagować, dodał:
- Wiesz co? Bóg ma najpiękniejszy uśmiech, jaki kiedykolwiek widziałem!
Tymczasem staruszka, również promieniejąca radością, wróciła do domu.
Wyraz spokoju, który rozświetlał jej twarz, zastanowił jej syna do tego stopnia, że zapytał:
- Mamo, co dziś robiłaś, że jesteś taka szczęśliwa?
- Jadłam w parku ciasteczka z Bogiem.
- I zanim jej syn zdążył cokolwiek powiedzieć, dodała:
- Wiesz co? Jest znacznie młodszy niż sądziłam".

(Julie A. Manhan)

 

21:20, adziegielewski
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 31 marca 2008

 Trafiłem ostatnio na definicję przyjaźni sformułowaną kiedyś przez Jana Pawła II

"Prawdziwym przyjacielem jest ten, przy którym staję się lepszym"

Zmienia to typowe podejście do przyjaźni jako bezpośredniej relacji osób.
Według tej definicji do przyjaciół zaliczyć powinienem też kilka osób, które zapewne nie mają pojęcia o moim istnieniu, a jednak ich wpływ na moje życie jest znaczący.
Co ciekawe - działa to w obie strony. Może się zdarzyć, że ktoś może mnie włączyć do grona swoich przyjaciół.
Specyfika tej definicji wymaga więc odpowiedzialności za działania mogące mieć wpływ na innych.
No chyba, że komuś na tym nie zależy...
W przypadku naszego Wielkiego Papieża jest jednak konsekwencja w nauczaniu odpowiedzialności

"Wymagajcie od siebie choćby inni od was nie wymagali"

 

13:58, adziegielewski
Link Komentarze (4) »
wtorek, 25 marca 2008

 Zastanawiam się czasem jak to jest...
Chrystus zmartwychwstał... pokonał śmierć...
Zbawił świat...
A ja boję się włączyć radio czy telewizornię, bo tylko żółć płynie...
Wojna... Nienawiść...
Jeden ma za mało, drugi ma dużo, ale chce jeszcze więcej...
Jeden kradnie, zabija, po pijanemu siada za kierownicę i tym się szczyci...
Inny zmęczony pracą... życiem... siada za kierownicę, zasypia...
i wstydzi się tak, że chce odebrać sobie życie...

My chyba jednak nie dorośliśmy do Wielkanocy...
Zatrzymaliśmy się na Wielkim Piątku...
No, może co dojrzalsi, na wielkosobotniej święconce...

 

23:46, adziegielewski
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4
| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      

www.dziegielewski.info

statystyka